Aparat RTG czy USG zapisuje badanie w formacie DICOM — i na tym zwykle kończy się porządek. Dalej zaczyna się improwizacja: płyta dla właściciela, katalog na pulpicie stacji, czasem folder w chmurze nazwany imieniem psa i datą.
Dlaczego płyta i pulpit to złe archiwum
- Nie da się ich przeszukać — pytanie „jak wyglądała ta klatka pół roku temu" wymaga wiedzy, kto wtedy pracował i jak nazwał folder.
- Nie ma powiązania z wizytą — obraz istnieje osobno od rozpoznania, które na jego podstawie postawiono.
- Nie ma kopii — dysk stacji przy aparacie jest zwykle jedynym miejscem, w którym badanie istnieje.
- Właściciel i tak wraca — z płytą, której nie umie otworzyć, albo bez niej, bo zgubił.
Czego naprawdę potrzeba przy obrazach
Nie chodzi o „miejsce na pliki" — chodzi o cztery rzeczy naraz: badanie przypięte do konkretnego pacjenta i wizyty, przeglądarka, która otwiera się bez instalowania czegokolwiek, pomiary (odległość, kąt, ROI, ustawienia okna) i możliwość pokazania obrazu właścicielowi albo koledze bez wypalania nośnika.
Jak to działa w VetiCloud
Moduł obrazowania DICOM trzyma RTG, USG i tomografię w karcie pacjenta. Płytę z pracowni wgrywa się do systemu i badanie ląduje tam, gdzie reszta dokumentacji — przy pacjencie, nie na pulpicie. Przeglądarka działa w oknie przeglądarki internetowej: pomiary odległości i kąta, ROI, ustawienia okna, pętla kina przy badaniach dynamicznych, a przy tomografii rekonstrukcja MPR w trzech płaszczyznach.
Praktyczny szczegół, który wychodzi dopiero przy pierwszym imporcie: badanie w trakcie wgrywania jest wyraźnie oznaczone i nie da się go otworzyć, dopóki nie przyjdzie komplet obrazów. Rekonstrukcja z połowy stosu wygląda wiarygodnie i podaje złe wymiary — to gorsze niż brak obrazu.
Badanie obrazowe jest częścią dokumentacji, a nie pamiątką na płycie. Powinno leżeć tam, gdzie rozpoznanie, które z niego wynikło.
Obrazowanie DICOM jest modułem dodatkowym — zakres i pozostałe moduły znajdziesz na stronie Moduły.